Posty

Filiżanka (2)

Obraz
   Kawy zostało niewiele, dolewa wrzątku. Znów siada. Patrzy. Przesuwa mlecznik odrobinę w prawo. Jedną filiżankę ledwo widać. Przysłonił ją dzbanek, stawia go więc na środku. Teraz lepiej. Tak siadali z Mariuszem - on tyłem do okna, ona na wprost niego, bliżej kuchni. Mariusz dzbanka nie dotykał, bał się że potłucze. Roztrzaskał kiedyś filiżankę, jak się wziął za zmywanie. Potem mu już nie pozwalała. Jak chciał pomóc mył garnki, talerze, ale nie ten garniturek. Tylko ona go myła. I nigdy w zmywarce. Złocenia się od tego niszczą. Łyk kawy. Patrzy. Siedzą, niewiele mówią. Ona nalewa herbatę. Dzbanek owinęła ściereczką, żeby nie parzył. Lewą ręk ą przytrzymuje przykrywkę. Na spodeczku leżą cienkie plasterki cytryny. Mariusz lubi mocną, dobrze słodką i z cytryną. R ozsypuje trochę cukru między cukiernicą a filiżanką. Oblizuje palec i wilgotnym opuszkiem zbiera rozsypane kryształki. W małym dzbanuszku odrobina mleka, ale nikt po nie nie sięga. Stoi, bo ładnie ...

Filiżanka

Obraz
    Siedzą wpatrzone w te swoje telefony. Piszą coś, uśmiechają się, czytają. Czasami wzrok któraś podniesie, zagada do tej drugiej. Kiwają głowami, pokazują sobie nawzajem co tam im się na ekranach wyświetla. Ona też siedzi. Dłubie widelczykiem w rozmiękłych lodach, rozgniata ciastko, rozmazuje krem po brzegach talerzyka. Jest i szampan. Dziewczyny wypiły po kieliszku, dolały sobie, dolały jej. Popijają, czytają wiadomości z internetu, z komunikatorów, cholera wie z czego jeszcze. W jej kieliszku pływa komar. Albo jakaś muszka. Bez okularów nie widzi za dobrze. Coś małego w każdym razie. Palcem wydłubać się nie da, bo kieliszek wysoki i wąski. – Macie ochotę na kawę? Idzie do kuchni. Zaparzyć tę kawę i odetchnąć. Wraca na taras z cukiernicą i trzema kubkami na tacy - żółty, niebieski i trzeci w kolorowe maziaje. – Zostaniecie do jutra? – pyta, stawiając cukiernicę na środku stołu. – Oj, ja muszę jechać dziś wieczorem. Jutro rano pracuję. – Zosia odkł...

No me moleste

Obraz
   Pogodne lipcowe popołudnie. Trochę wprawdzie duszno, ale za to piątek. Kawę, myślę, zrobię, ożywi mnie trochę, pobudzi może, bo trzeba do komputera usiąść napisać coś. Choćby parę zdań. No me moleste mosquito… śpiewają Dorsi – radio Inter lubi czasami takie starocie odgrzebać. Nie molestuj mnie moskicie – tłumaczę zgrabnie, bo wybitną mam łatwość przyswajania języków. Szczególnie obcych. Moka już bulgocze zachęcająco, ja filiżankę i te tam różne utensylia na tarasik wynoszę. Aurę łaskawą trzeba wykorzystać, powietrza się nawdychać, póki żar trochę odpuścił, bo nie wiadomo na jak długo. No me moleste mosquito nucę wdzięcznie, bo muzycznie również wybitnie jestem uzdolniona i idę z tą kawiarką. Filiżankę ręką (lewą) przytrzymuję, żeby na spodek nie nachlapać. Ożeż ty! No dziabnął mnie! W prawe ramię! Odruchowo się wzdrygnęłam i co? Strumieniem wrzącej, gęstej kawy (z cynamonem i odrobiną mielonego imbiru) chlup po paluchach! Nie chcecie wiedzieć co mi się...

Na gorąco, czyli post pod tytułem "Bez tytułu"

Obraz
      Zjeść obiad bez apetytu, przepychając rosnące w ustach kęsy, schłodzoną w lodówce wodą. Zjeść ile się da. Resztki wyrzucić do kubła na śmieci zmieszane. Albo, jeszcze lepiej, do pojemnika na kompost. Talerz, miska, nóż, widelec, szklanka – do zlewu. Myć? Może później? Po kolacji? Tylko, że muchy. Trudno. Radio do towarzystwa. Coś o zdrowym gotowaniu, wiadomości, prognoza pogody – ciągle upały i burze, znów coś o gotowaniu, tym razem oryginalne, egzotyczne przepisy, wiadomości, prognoza pogody (bez zmian), muzyka. I właściwie już popołudnie. Ulica, zza firanki, cicha, pusta. Powietrze rozgrzane, tak że jeśli zmrużyć trochę powieki, drga i połyskuje. Możliwe? Raczej nie. Powietrze przecież nie połyskuje, nie drga. A jednak. Jeszcze nie czas spacerów. Za gorąco. Za ciężko. Może pod wieczór? Może bliżej wieczoru wyjdą ci, którzy muszą. Z dziećmi, z psami, z żoną, mężem, bo jutro do pracy, do szkoły, bo nie będzie czasu. Na razie żar wpycha się prz...

Pani D się boi

Obraz
    Na piętrze już prawie nie bywam. Jak trzeba grzać, to tam przykręcam kaloryfery, bo szkoda pieniędzy, a gaz kosztuje. W łazience ciągle coś się psuje. Piecyk jakoś źle działa, spod muszli klozetowej wylewa się woda… Nie nie, nie spod muszli, spod muszli to w tej na dole się leje, a tam to spłuczka nie chce przestać ciurkać wodą. Trzeba taki jakby kranik zakręcać. Nawet jak próbuję, to siły w palcach nie mam i ciągle ciurka. Ciurka i ciurka, a woda kosztuje. Kiedyś z pralki wylało się na podłogę. Nie, że wąż wypadł – spod wanny się rozlewało na całą łazienkę. Teraz pralki boję się włączyć. Ktoś to naprawił. Chyba. Nie pamiętam. Zdenerwowałam się tak, że sama już nie wiem. No i po schodach trudno. A jeszcze jak ta żarówka się spaliła, to już zupełnie nie wiedziałam co zrobić. Zresztą nie potrzebuję tak na co dzień. Czasami umyć by się człowiek chciał, ale do wanny przecież nie wejdę. Twarz ochlapię nad umywalką, ręce przemyję, wystarczy. Kto by tam brał kąpiele...

Takie tam

Obraz
   O czemże dumać na paryskim bruku, Przynosząc z miasta uszy pełne stuku, Przekleństw i kłamstwa, niewczesnych zamiarów, Zapóźnych żalów, potępieńczych swarów?... Było tak. Zupełnie bez związku z mottem. Zawalił się dach. Człowiek (malutki, nieważny) musiał uciekać. Uciekał od wszystkiego. Od całego swojego życia pod tym dachem. Od marzeń, bo kiedyś, dawno, jakieś miał. Od złudzeń, bo trzymały się dłużej. Od nadziei, bo podobno umiera ostatnia. Uciekł. Nikt nie wie dokąd. Zniknął. Poszedł, pojechał, odpłynął, odleciał. Taki symbol ten dach? Dla niego nie. Dla niego dach po prostu. Spał pod nim. Pod nim jadł, chronił się przed deszczem i upałem. Uciekał tam, pod ten dach, przed wszystkim i wszystkimi, przed tym czego nie rozumiał, czego nie mógł pojąć, przed nienawiścią, albo tylko niechęcią, przed niezrozumieniem. I któregoś dnia ten dach się zawalił. Stary był. Trzeszczał od dawna. Robaki toczyły w nim korytarze, sypały się trociny, rdzawy drzewny p...

Odmch...

Obraz
    Jest tak.  Wiosna. Wiosna wymodlona, oczekiwana, przewidywana, wymarzona. Wreszcie będzie ciepło, wreszcie rachunki (prąd, gaz) spadną, wreszcie będzie można udawać, że będzie lepiej. Na razie jeszcze nic nie wiadomo. Jedni się podniecają meteorologią, inni do meteorologii dorabiają magię, czary mary, religię nawet. 20 marca – wiosna astronomiczna, 21 marca–wiosna kalendarzowa. Ogólnie – hura – wiosna! A u mnie jak ? A u mnie - oż, cholera, wiosna! Romantyzm romantyzmem, ale trzeba się wziąć za robotę. Grabić (to nie problem), ciąć (to już zależy od rozmiaru konarów), kopać, szorować, odgruzowywać, odkopywać. Chwaściory, mech, insekty, gryzonie. I nie milusie wiewióreczki, jeżyki, łasiczki. Nie nie. Szczury. Paskudne, złośliwe, bezkarne, bo ilościowo przeważające. Nic dobrego. Nie te misiate, słodkie źwieziaćki. Nie te piesie, kociełki, futerkowe misie-pysie. Zostawmy te zwierzaki, natura nie chce być cała miła, różowa i w falbankach, przejdźmy do ...