Zimna woda zdrowia doda
...no to się przekonamy.
A to było tak:
Dom stary, chromy, kaszlący i słaby, ale do ubiegłorocznej powodzi jakoś się trzymał. Lepiej, gorzej, czasami kaprysił, czasami pogroził jakąś naderwaną listwą, ale trwał. Po powodzi, jak ja po covidzie, jakoś dojść do siebie nie może.
Najbardziej ucierpiała, oczywiście, instalacja elektryczna, wilgoć wszędzie, a mech jest od tamtej pory moim stałym towarzyszem (czasami i do wnętrza wlezie), ale i hydraulika szwankuje.
Co będę udawać – kasy na totalny remont brak. Na sporadyczne naprawy też nie starcza, ale cóż – ratujmy co się da.
Ostatnio lubią popuszczać zaworki. Co rurka z zaworkiem to zaworek puf. Albo przynajmniej uszczelka, albo kran jakiś, łączenie rur na odpływie – no wiecie, takie tam hydrauliczne atrakcje.
Sufit w kuchni (łazienka jest nad kuchnią) przypomina obraz Kandinskiego, tyle że monochromatyczny. Wycieki dawne, nowsze i te aktualne. Już suche, jeszcze wilgotne i najnowsze – ciemne, intensywne, wyraziste.
Na szczęście jest pan hydraulik. Wprawdzie robi na czarno (kto nie robi), ale mieszka w sąsiedniej wsi, więc daleko nie ma i na telefony reaguje. Jeśli nie odbierze, to szybko oddzwania, a to już rzadkość. Takiego, mówią, trzeba doceniać, hołubić i dopieszczać. Doceniam więc i hołubię. Ostatnio doceniłam sporą kwotą, za wymianę dwóch zaworów na rurkach doprowadzających wodę. Jak już wymienił, zauważył, że prysznic ledwo się trzyma. Fakt. Po kilku dniach wymienił. Jak już wymienił, zauważył, że ciśnienie ciepłej wody trochę za niskie. Termę obejrzał. Zaklął i skonstatował, że jakiś tam pizdryk co w niej jest strasznie zakamieniony, a jego trzeba przecież tak mniej więcej co dwa lata wymieniać. Terma chodzi ponad dziesięć lat, technik corocznie sprawdza jej stan i nigdy o wymianie żadnego pizdryka nie słyszałam, ale… W końcu hydraulik, na rzeczy się zna, więc…
Na dodatek poczęstował mnie opowieścią o pewnej pani, która o czwartej mad ranem do niego dzwoniła, bo para buchnęła jej ze wszystkich kranów w domu, terma zrobiła duże bum, itd.
Takich opowieści on ma pewnie na podorędziu setki, ale ziarno niepokoju zasiał. Dobrze – niech wymieni ten pizdryk. Podobno to niedrogie i wszystkiego dziesięć minut roboty, ale i tak poprosiłam o kilka dni zwłoki. Niechże mi przynajmniej renta dojdzie, bo już bankomat nie chciał ze mną współpracować, a pan jak na czarno to tylko gotówką należność przyjmuje. Za duży wyciek z konta z powodu hydrauliki.
– Nie ma sprawy. Ja mogę poczekać. Pani terma, pani problem. – przyzwolił z odchyleniem w stronę groźby i poszedł. Jeszcze tylko obiecałam, że zadzwonię jak tylko będę miała pieniądze, na co on, że problemy ma z telefonem, więc to pewnie on zadzwoni.
Sprzątam łazienkę. Po hydrauliku jak po bombie przecież. No i co? Pod umywalką mokro. Kapie z rurki z zimną wodą. Uszczelka? Zaworek?
Siadłam sobie na tej upapranej podłodze i zaczęłam chichotać.
No nic, pomyślałam jak już mi przeszło, kasa przyjdzie, pan z pizdrykiem przyjdzie, to od razu o tej uszczelce mu powiem. A na razie ściery, plastikowy pojemnik pod rurkę, żeby nie na podłogę i jakoś żyjemy.
Weekend minął. Spod umywalki kapie jakby mniej, a ja już przywykłam do opróżniania pojemniczka co dwie godziny. Bieganie po schodach w moim wieku dobrze robi na kondycję, że o linii nie wspomnę.
Dziś pierwszy dzień zapowiadanego ochłodzenia. Szadź na trawie, biała zawiesina przesłania drzewa. Ponuro trochę, ale trudno. Listopad. Prysznic, kawa i trzeba zmierzyć się z dniem.
Dziwny ten prysznic. Inny niż tamten stary. Może mniej wygodny, a może jeszcze nie przywykłam? Coś zabulgotało w rurkach, ale w końcu poleciało jak trzeba. Trochę za gorąca ta woda, reguluję. OK. Szybko, żeby nie nakapało w kuchni. Wyłażę.
Potem kawa. Przy kawie pierwszy telefon. Internet – co tam na świecie? Dolewka kawy. Jakieś notatki… No cóż...łazienka. Nie dość, że ta kawa, to jeszcze i pojemniczek spod umywalki trzeba opróżnić.
Cóż za radość – w pojemniczku sucho. Samo się zatkało? Kamieniem? Ważne, że biegać już nie trzeba. Ale za to – niespodzianka: ze spłuczki nad kibelkiem leci gorąca woda. Bardzo gorąca woda. Może to i higienicznie, ale jakoś dziwnie. Rezerwuar się opróżnił i nabiera wodę. Gorącą. Bardzo gorącą! O żesz!
Macam rurki, węszę. W kranie normalnie tyle, że ta ciepła bardzo ciepła. Dopływ do pralki – gorąca. Czary.
Terma szumi, ale coś mi się nie podoba. Wskaźnik pokazuje dziwnie niski poziom wody, temperatura ustawiona na 55 stopni, elektronika nie mówi, że „error nr ileś tam”, wycieku żadnego nie widzę, ale odłączyć tej bomby się nie odważę, bo połączona na kostkę. Nie ze mną te numery – elektryka prąd nie tyka, ze mną może być różnie.
No i technik był przecież pięć dni temu. Pomacał, podłubał, popodłączał jakieś czujniki, szmegesy, powiedział, że wszystko w porządku, podpisałam przegląd. W porządku, to w porządku. No chyba, że nie w porządku.
To co? To telefon? Na szczęście trafiłam na żywą kobietę, która przyjęła zgłoszenie. Wysłuchała, dopytała. Jak dla mnie très urgent, jak dla niej między pierwszym a dziewiątym grudnia. Hm.
To może telefon do pana hydraulika? Jeśli ten pizdryk wymieni to problem się rozwiąże?
Komórka (karteczka z numerami do niego wisi na magnesiku przyczepiona do lodówki, żeby była pod ręką) : „Numer, który wybrałeś jest niedostępny”. Hm, mówił, że ma problem z telefonami. No to domowy: „Numer, który wybrałeś jest niedostępny”. Hm, nie mówił, że aż takie te problemy. Bo ten komunikat można by przetłumaczyć prościej : „Nie ma takiego numeru”.
Jeszcze tak nie było, żeby jakoś nie było. Możliwość pierwsza – pan hydraulik przeje tę kasę, którą na mnie zarobił w ubiegłym tygodniu i lada dzień zjawi się z pizdrykiem, albo przynajmniej zadzwoni z jakiegoś nowego numeru.
Możliwość druga – do grudnia będę używać tylko zimnej wody i sprawdzać kilka razy dziennie, czy moja terma nie zrobiła badabum.
Zimna woda zdrowia doda tak było wyhaftowane na jednej z makatek mojej babci. Sprawdzimy.
A co poza tym?
Tak, tak w wolnych chwilach piszę. Usiłuję.
Wiecie – spokój, cisza, listopad za oknem, natchnienie, refleksja, namysł, skupienie, te rzeczy. Ha ha!


Komentarze
Prześlij komentarz