Pani D się boi

 


 

Na piętrze już prawie nie bywam. Jak trzeba grzać, to tam przykręcam kaloryfery, bo szkoda pieniędzy, a gaz kosztuje. W łazience ciągle coś się psuje. Piecyk jakoś źle działa, spod muszli klozetowej wylewa się woda… Nie nie, nie spod muszli, spod muszli to w tej na dole się leje, a tam to spłuczka nie chce przestać ciurkać wodą. Trzeba taki jakby kranik zakręcać. Nawet jak próbuję, to siły w palcach nie mam i ciągle ciurka. Ciurka i ciurka, a woda kosztuje.

Kiedyś z pralki wylało się na podłogę. Nie, że wąż wypadł – spod wanny się rozlewało na całą łazienkę. Teraz pralki boję się włączyć. Ktoś to naprawił. Chyba. Nie pamiętam. Zdenerwowałam się tak, że sama już nie wiem.

No i po schodach trudno. A jeszcze jak ta żarówka się spaliła, to już zupełnie nie wiedziałam co zrobić.

Zresztą nie potrzebuję tak na co dzień. Czasami umyć by się człowiek chciał, ale do wanny przecież nie wejdę. Twarz ochlapię nad umywalką, ręce przemyję, wystarczy. Kto by tam brał kąpiele.

Wieczorem myślę tylko, żeby się położyć, a śpię w małym pokoju na dole. Do kuchni blisko i do ubikacji, tej roboczej zaraz przy wejściu. Tam też coś się popsuło, ale teraz jest dobrze. Mąż tej pani co ma tyle dzieci, naprawił. Chyba on, bo któż by?

Czasami siedzę przed telewizorem i niby patrzę, ale nie wszystko już rozumiem. Za szybko to wszystko, nie nadążam. Pogodę zawsze staram się obejrzeć, ale potem zaraz nie pamiętam co mówili. Burze miały być, czy susza? O suszy mówią dużo, to może nie będzie padało?

Gazety lubię czytać, bo książki to jakoś nigdy mnie nie ciągnęły za bardzo. Politykę zawsze kupowałam, Angorę – teraz już nie wychodzę to tyle mam, co mi ktoś przyniesie, sąsiadka, albo Kazik, jak go poproszę, a on nie zapomni.

Kazik ostatnio bez humoru jakiś. Zdenerwowany. Kiedyś na mnie nawet nakrzyczał. Cała się trzęsłam wtedy i płakać mi się chciało. A głowa to mnie bolała jeszcze ze dwa dni. I do tej pory nie wiem o co mu chodziło. Ale jak on krzyczał, jak krzyczał, mój Boże! Nigdy go takiego nie widziałam.

A gazety też już nie takie. Czytam, czytam i niewiele pojmuję. Słowa dziwne, nowe, nie wiem co znaczą. Ale czytam, bo co robić jak się położę, a sen nie chce przyjść, albo nawet w dzień, gdy przysiądę w fotelu. Co? W okno patrzeć?

No tak. W okno też patrzę. Ludzie chodzą, samochodów pełno na naszej ulicy. Kiedyś czasami tylko jakiś przejechał, a teraz jeden za drugim. Na te auta patrzę, na ludzi. Ludzie poubierani elegancko, wystrojeni. Siedzę tak godzinami, wyglądam przez okno, gapię się, ale wtedy myśli szaleją. Wszystko się myli. Już nie wiem co pamiętam, a co tylko mi się wydaje. Jakieś twarze, głosy, zapachy, imiona. Są ciągle, czy już nie?

Imiona bardzo mi się mylą; ludzie, ci żywi i ci których już nie ma.

I jak tak siedzę to przychodzi pustka, ciemność jakaś, chłód. I strach. A strachu dużo.

Jak strach przychodzi, to nie wiem co ze sobą zrobić. Płakać się chce. I czasami płaczę. Z tego strachu. Te rzeczy wszystkie, szmaty, meble, na górze w dużym pokoju książki. Pełno książek. Zbierało się to, gromadziło. Człowiek się starał, zdobywał, kombinował… a teraz co? Kto to wszystko weźmie. Co z tym będzie. Trzeba by to dać komuś, żeby się ktoś tym zajął. Sprzedać. Bo co ja z tym zrobię, co z tym będzie? Strach myśleć. Strach. Dość mam tego wszystkiego. Ech.

Najbardziej lubię jak ktoś przychodzi. Wszystko jedno kto. Nawet Kazik, bo on wpada najczęściej, chleb przywiezie, mleko, tylko że on ostatnio taki nerwowy, nie w sosie jakiś, burkliwy. A najgorzej jak krzyczy.

Czasami wpadnie któraś z koleżanek. Najgorzej to Lucynka. Nie, nie Lucynka, jakżeż jej jest, Jola? O Viola! Chyba Viola. No w każdym razie ona to lubi porządzić. Wtrąca się, rozkazuje, rządzi, rządzi. Ale dobrze, że przychodzi. I jeszcze ta Jola (chyba Jola?). Ona to czasami ciasto jakieś przyniesie, a kiedyś zabrała mnie do Biedronki. Ciastka sobie kupiłam i serek taki, jak lubię.

Sama do sklepu już nie pójdę. Boję się. W ogóle już nie wychodzę. Do bramki podejdę, popatrzę i tyle.

W ogródku jeszcze lubię porobić. Mlecze teraz wszędzie, to biorę nożyk, podważam, podważam, podważam i wydłubuję. I te patyki co rosną na płocie ciągle ucinam, bo sterczą. Potem palę. Kazik krzyczał, że nie wolno, ale ja tak kilka tylko biorę, suchutkie podpalam i znika to bardzo fajnie.

Roboty pełno, a sama z tym wszystkim jestem. I pogody takie, że ciągle mi zimno, ale wyjdę , podłubię, chodniczek zamiotę, ten do furtki, bo listki na niego lecą

Kazik nie w sosie ostatnio. Nogami tak powłóczy. Do lekarzy ciągle jeździ. Wszyscy tylko chorują. A on tak krzyczał ostatni, że aż się go bałam. Miał być wczoraj. I nie wiem, nie było go chyba.

Ale ta pani co przychodzi sprzątać to taka miła jest. Ciągle, niech pani usiądzie, jak się pani czuje, ładnie pani wygląda. Przyjemna taka. Ale nie wiem co ona tam robi. Na górze coś i w kuchni. Ale miła jest i jeszcze ten co obiady przywozi, tez przyjemny bardzo człowiek. Dzień dobry zawsze i o zdrowie się zapyta. On mojego ojca znał. Nie, nie ojca, męża chyba. A może chłopca mojego? No nie wiem, ale bardzo przyjemny człowiek. Tylko, że płacić mu muszę.

Ciągle tylko płacić i płacić. A skąd na to brać. Teraz to już nie wychodzę, pieniądze mi Kazik przynosi. Ten bilet mu daję…, nie bilet. Ten bon taki. I on tam na osiedlu u siebie bierze te pieniądze i mi przynosi. Bo jakąś gotówkę w domu muszę mieć. Płacić, ciągle płacić tylko. I skąd brać.


Dość mam już tego wszystkiego. Dość. I co z tym wszystkim? Co z tym będzie?

O, Kazik miał mi mleko kupić, a go nie było, ale może ta Jola przyjdzie? Nie Jola, Helenka. Dzwoniła przecież, że przyjdzie. Dzwoniła?

Położę się chyba, bo co robić. Paskudna ta pogoda. Zimno. Zimno. Chmury takie. Strach.


Komentarze

  1. Kiedyś o tym myślałam,…
    To okropne,.. tak bezsensownie się starzeć,…

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak zwykle mam problem z kontem Google, więc chyba muszę jako "Anonimowy", ale to ja, Eliza :-) Chciałam tylko powiedzieć, że nie myśleć się nie da. I starość bez sensu i samotność i strach. No i z tego wszystkiego smutek. Cztery łzawe S :-(

      Usuń
  2. a mówiła, że nie umie w pierwszą osobę... starość jest przereklamowana i nie powinna tyle trwać

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ćwiczę, Misiu, ćwiczę :))))) PS - to ja Eliza. Konto Google mnie nie wpuszcza, więc anonimowo Ci odpisuję ;-)

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Strychów pamięci żałobny rapsod (będzie smętnie, ale nie heksametrem)

Gdzie się podziali szczęśliwi ludzie

Cieplutko