Paradiso w La Ferté
Niedzielne popołudnie. Późne popołudnie, ale jeszcze jasno. Zachód słońca 18.32. Chłodno, jak na wiosnę, ciepło, jak na zimę. Takie nie wiadomo co. Co robić? A może by tak (czemu nie?) do kina? To kino chodziło mi już dawno po głowie, ale (książki, internet, telewizja!) jakoś ciężko się zebrać. Najwyższy czas. Bo nie chodzi o film. Chodzi o to, żeby iść do kina. Seans o 18.00. Film nazywa się „Dreams”. Opisany jako dramat, romans, thriller. Na ekrany wszedł chyba w styczniu. Niech będzie. Wychodzę (jak zwykle) za wcześnie. Nie szkodzi, przy okazji będzie spacer. Brama już otwarta. Wchodzi się przez dziedziniec. Dziedziniec też wart obejrzenia, bo budynek zabytkowy (XVI wiek) – mieszkała tu kiedyś Marie Rivière, siostra Jeana Racine'a, a efektowna wieża z fazowanymi narożnikami pochodzi z okresu Ludwika XIII. Ludwik XIII to ten, którego nazywali Sprawiedliwym i naprawdę nie wiem dlaczego, bo najbardziej lubił konie, psy i polowania, a rządziła za niego mamu...