Na gorąco, czyli post pod tytułem "Bez tytułu"
Zjeść obiad bez apetytu, przepychając rosnące w ustach kęsy, schłodzoną w lodówce wodą. Zjeść ile się da. Resztki wyrzucić do kubła na śmieci zmieszane. Albo, jeszcze lepiej, do pojemnika na kompost. Talerz, miska, nóż, widelec, szklanka – do zlewu. Myć? Może później? Po kolacji? Tylko, że muchy. Trudno. Radio do towarzystwa. Coś o zdrowym gotowaniu, wiadomości, prognoza pogody – ciągle upały i burze, znów coś o gotowaniu, tym razem oryginalne, egzotyczne przepisy, wiadomości, prognoza pogody (bez zmian), muzyka. I właściwie już popołudnie. Ulica, zza firanki, cicha, pusta. Powietrze rozgrzane, tak że jeśli zmrużyć trochę powieki, drga i połyskuje. Możliwe? Raczej nie. Powietrze przecież nie połyskuje, nie drga. A jednak. Jeszcze nie czas spacerów. Za gorąco. Za ciężko. Może pod wieczór? Może bliżej wieczoru wyjdą ci, którzy muszą. Z dziećmi, z psami, z żoną, mężem, bo jutro do pracy, do szkoły, bo nie będzie czasu. Na razie żar wpycha się prz...